Portal Informacyjny Gazety Wspólnie

Miasto w faktach, nie w plotkach – konkretnie o tym, co dzieje się wokół Ciebie.

Marek Kopel: Nie zamierzam kandydować na prezydenta Chorzowa.

Czy Chorzów stoi dziś przed poważnym kryzysem zarządzania? Dlaczego mieszkańcy mówią o referendum i co tak naprawdę dzieje się w mieście? W szczerej rozmowie Marek Kopel – były prezydent Chorzowa i obecny radny Sejmiku Śląskiego – bez ogródek ocenia decyzje władz, wskazuje kluczowe błędy i jasno deklaruje: nie zamierza wracać do ratusza, ale nie będzie też milczeć wobec problemów miasta.

Panie Prezydencie, od wielu lat nie pełni Pan funkcji prezydenta miasta, a mimo to na bieżąco zabiera Pan głos w ważnych sprawach dotyczących życia miasta. To sentyment czy obywatelski obowiązek?

Samorządowiec to nie zawód, z którego można po prostu zrezygnować i o nim zapomnieć. Kiedy przez lata bierze się odpowiedzialność za miasto, staje się ono częścią człowieka już na zawsze. Dziś każdy mieszkaniec ma prawo współdecydować o przyszłości Chorzowa. Ja natomiast nie tylko mogę, ale wręcz mam obowiązek zabierać głos – winien jestem to tysiącom chorzowian, którzy powierzyli mi mandat radnego Województwa Śląskiego. Nie potrafię milczeć, gdy widzę, że w moim mieście dzieje się źle

Skąd wziął się pomysł na wydawanie kolejnej gazety w mieście?

Decyzja o wydawaniu gazety „Wspólnie” wynika z prostej obserwacji: w Chorzowie zabrakło przestrzeni na spokojną, merytoryczną rozmowę o faktach. Dziś debata publiczna przeniosła się na fora internetowe, gdzie rzeczowe argumenty zbyt często zastępowane są przez emocje i wzajemne uprzedzenia. Jednocześnie darmowe publikacje urzędowe, lub wydawane na zlecenie periodyki prezentują jednostronną narrację. „Wspólnie” ma być alternatywą – miejscem, gdzie mieszkańcy znajdą rzetelne informacje o tym, co naprawdę dzieje się w mieście. Krytycznie, lecz bez zbędnej propagandy i budowania atmosfery strachu.

Czy mieszkańcy mają dziś wystarczającą wiedzę o decyzjach samorządu?

Dziś w Chorzowie mamy do czynienia z deficytem rzetelnej informacji. Media opłacane przez miasto promują narrację, w której każda decyzja ratusza jest nieomylna. My patrzymy na to inaczej. Przykłady zamknięcia estakady czy problemów infrastrukturalnych naszych sportsmenek pokazują, że potrzebny jest głos krytyczny i niezależny. „Wspólnie” ma być platformą, na której oceniamy faktyczne skutki decyzji samorządu, dbając o to, by mieszkańcy mieli świadomość, jak te działania wpływają na ich codzienne życie i przyszłość miasta

Chorzów ma wiele nierozwiązanych problemów, a mimo to samorząd podejmuje ryzykowne decyzje. Czego konkretnie się Pan obawia?

Nie obawiam się jednego błędu, ale systemowego braku wizji. Miasto, które przestaje planować i jedynie chaotycznie reaguje na kryzysy, traci swoją przyszłość. Decyzja o estakadzie zapadła bez rzetelnej analizy jej społecznych i komunikacyjnych konsekwencji. Z kolei projekt stadionu to finansowa pułapka: wydanie 160 mln zł na jedną trybunę dla 6 tysięcy osób to inwestycja, która nie rozwiązuje żadnego problemu, skoro kibiców jest niemal dwa razy tyle. To budowanie połowy mostu za ogromne pieniądze – bez gwarancji, że kiedykolwiek powstanie druga część i bez zrozumienia realnej skali potrzeb klubu.

To kryzys finansów czy zarządzania?

Pieniądze to tylko wynik końcowy. Kryzys finansowy zawsze zaczyna się od braku wizji lub błędów w zarządzaniu. Budżet to przecież nic innego jak zapis sposobu myślenia o mieście. Paraliż komunikacyjny spowodowany zamknięciem estakady uderzył w serce Chorzowa – doprowadził do upadku lub ograniczenia działalności lokalnego handlu. Co więcej, brak sprawnego połączenia z pewnością zahamuje inwestycje na terenach pohutniczych i pokolejowych. Dodajmy do tego blokowanie projektów na terenie po MTK, co pozbawia miasto wielomilionowych wpływów, które mogłyby dziś ratować budżet. To nie są przypadki, to skutki braku strategii

Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan, że sytuacja zmierza w złym kierunku?

Niepokój poczułem wtedy, gdy stało się jasne, że nowa władza nie chce słuchać rad, a jedynie mnożyć wymówki. Skład ścisłego kierownictwa urzędu sypie się na naszych oczach – wymiana dwóch wiceprezydentów w tak krótkim czasie to dowód na brak stabilnej wizji. Ale najbardziej uderza brak zakorzenienia. Dziś ani Prezydent, ani jego zastępcy nie są mieszkańcami Chorzowa. Trudno o zrozumienie problemów miasta, gdy nie zna się ich z codziennego życia. Jeśli dodamy do tego obsadzanie specjalistycznych stanowisk, jak Dyrektor Wydziału Architektury, osobami bez kierunkowego wykształcenia (ekonomista zamiast architekta) i bez związku z miastem, otrzymujemy obraz zarządzania, który budzi uzasadnione obawy.

Wiele lat temu stworzył Pan deptak z prawdziwego zdarzenia na ulicy Wolności. Jak Pan patrzy na to miejsce dziś?

To dla mnie symboliczne miejsce. Kiedy budowaliśmy deptak, ulica Wolności stała się salonem Chorzowa – miejscem bez barier, otwartym na gastronomię i mieszkańców. To była nasza najlepsza odpowiedź na brak rynku i Chorzowianie kochali to miejsce. Dziś z przykrością obserwuję, jak deptak podupada. Obietnice ożywienia 'Wolki’ składane przez obecne władze okazały się pustymi deklaracjami. Zamiast rozwoju, mamy do czynienia z postępującym niszczeniem potencjału najważniejszej ulicy w naszym mieście

Zmieniły się czasy czy decyzje?

Czasy się zmieniają, to fakt, ale to decyzje ludzi określają, jak miasto na te zmiany reaguje. Centra handlowe to potężna konkurencja, z którą nie wygra się biernością. Jeśli władze miasta nie mają pomysłu na to, jak przyciągnąć ludzi z powrotem do Śródmieścia, serce miasta zaczyna zamierać. Rozwiązaniem nie jest jednak 'bajdurzenie’ o rekonstrukcji historycznego rynku sprzed stu lat. Chorzów potrzebuje nowoczesnej wizji centrum, która odpowie na potrzeby współczesnych mieszkańców, a nie kosztownych mrzonek o powrocie do przeszłości

Jak Pan ocenia obecną atmosferę w mieście. Czy Chorzów potrzebuje referendum?

Obecna atmosfera w Chorzowie to nie jałowy spór polityczny, lecz moment społecznego przebudzenia. Mieszkańcy, niczym dziecko z baśni Andersena, głośno zauważyli to, co inni próbowali ukryć: że król jest nagi. Choć referendum zawsze budzi emocje, jego podłoże jest w pełni racjonalne – to wynik kryzysu zaufania i sprzeciwu wobec gry pozorów, za którą nie stoi żadna realna treść. Chorzowianie są po prostu zmęczeni codziennym paraliżem miasta i chaosem, który im zafundowano. Budzi się w nich naturalny opór, gdy o ogromnych kredytach i zadłużaniu nas na dziesięciolecia decydują urzędnicy 'z zewnątrz’, którzy w naszym mieście nawet nie mieszkają. Forsowanie kosztownych inwestycji, będących jedynie propagandowym gestem, kłóci się z kondycją finansową miasta i interesem ogółu mieszkańców. To bunt przeciwko braku logiki w zarządzaniu i obciążaniu przyszłych pokoleń kosztami dzisiejszych, nieprzemyślanych zachcianek

Referendum to porażka władz czy demokracja?

Demokracja. Porażką byłoby udawanie, że nic się nie stało.

Pojawiają się spekulacje o Pana powrocie do ratusza.  Czy będzie Pan kandydował na prezydenta Chorzowa?

Mówię jasno i ucinam wszelkie spekulacje: nie zamierzam kandydować na urząd prezydenta Chorzowa. Moja rola dziś jest inna – po latach pracy w samorządzie służę swoim doświadczeniem, by punktować błędy i wskazywać lepsze rozwiązania, ale nie po to, by znów rządzić. Sprawami naszego miasta zajmuję się jako radny Województwa Śląskiego. Proszę pamiętać, że województwo zarządza kluczowymi dla Chorzowa instytucjami: Parkiem Śląskim, Stadionem Śląskim, Teatrem Rozrywki, ZOO czy Planetarium. To ogromna i niezwykle ważna część tkanki naszego miasta, o którą dbam każdego dnia na szczeblu regionalnym.

Wiem także, że o urząd Prezydenta nie będzie ubiegać się ani były prezydent Andrzej Kotala ani jego z-ca Marcin Michalik.

Co przyszły prezydent powinien zrozumieć pierwszego dnia urzędowania?

Urząd prezydenta to nie trofeum, to służba. Już pierwszego dnia trzeba odłożyć na bok wyborcze emocje i zmierzyć się z faktem, że nie da się dogodzić wszystkim. Decyzje dobre dla przyszłości Chorzowa wymagają czasem pójścia pod prąd lokalnym oczekiwaniom. Przykład terenów po MTK jest tu jaskrawy: miasto potrzebuje tam nowych mieszkańców i stabilnych dochodów z inwestycji mieszkaniowej, mimo że grupy aktywistów mogą mieć inną wizję. Prawdziwe przywództwo polega na tym, by widzieć interes miasta w perspektywie dekad, a nie tylko najbliższych sondaży

Jakich błędów w zarządzaniu miastem najbardziej Pan się obawia u młodego pokolenia polityków?

Największym zagrożeniem jest brak świadomości, że skutki decyzji samorządowych dojrzewają latami, a za popełnione błędy płaci się przez dekady. W samorządzie nie wolno przede wszystkim odkładać trudnych decyzji finansowych – one zawsze wracają, tyle że z każdym rokiem są droższe i trudniejsze do udźwignięcia. Absolutnie nie wolno też tworzyć strategii miasta pod presją chwili czy medialnego poklasku. Strategia pisana „pod nagłówek prasowy”, by zadowolić doraźne emocje, to recepta na szkodę, którą miasto i jego mieszkańcy będą odczuwać przez kolejne dziesięć lat.

Na koniec: jak widzi Pan przyszłość Chorzowa i co chciałby Pan przekazać jego mieszkańcom?

Wierzę, że Chorzów może odzyskać swoją energię, bo miasta tak naprawdę nigdy nie umierają – one czasem tylko zasypiają i czekają na nową iskrę. Chciałbym za dwadzieścia lat zobaczyć Chorzów jako miasto, z którego młodzi ludzie nie muszą wyjeżdżać, by móc normalnie i godnie żyć. Aby tak się stało, musimy działać już teraz. Dlatego moje przesłanie do mieszkańców jest proste: nie przyglądajcie się biernie temu, co się dzieje. Weźcie sprawy miasta w swoje ręce – nadchodzące referendum to najlepsza okazja, by głośno wyrazić swoje zdanie i zdecydować o naszej wspólnej przyszłości.

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *