Portal Informacyjny Gazety Wspólnie

Miasto w faktach, nie w plotkach – konkretnie o tym, co dzieje się wokół Ciebie.

Stadionowa pułapka prezydenta Michałka. Czy Chorzów czeka finansowa katastrofa dla jednej trybuny?

20 lutego 2026 roku oficjalnie ogłoszony został przetarg na budowę nowego stadionu przy ulicy Cichej 6. To wydarzenie miało być momentem triumfu prezydenta Szymona Michałka, jednak w świetle ostatnich deklaracji włodarza, zamienia się niestety w ryzykowny spektakl polityczny.

Mimo braku realnego finansowania i jasnych deklaracji ze strony rządu, który ze środków publicznych nie wesprze miasta w budowie, prezydent Chorzowa na siłę forsuje inwestycję, która może doprowadzić do rekordowego zadłużenia miasta lub nawet konieczności wyprzedaży majątku gminnego.

Finansowy miraż i brak gwarancji zewnętrznych

Szymon Michałek forsuje inwestycję wartą blisko 480 milionów złotych, dysponując jedynie ułamkiem tej kwoty zapisanym w budżecie na obecny rok. Reszta gigantycznej sumy figuruje jedynie w wieloletniej prognozie finansowej, co w praktyce oznacza wyłącznie papierowy zapis, bez żadnej gwarancji realizacji w przyszłości. Wiadomo już, że miasto nie otrzyma wsparcia z ministerstwa sportu ani z budżetu centralnego, a wypracowanie takiej kwoty z własnych środków jest nierealne nawet w perspektywie dwóch-trzech dekad. Powstaje zatem dramatyczne pytanie o źródła pochodzenia brakujących setek milionów złotych. Czy mieszkańców czeka drastyczne podniesienie podatków lokalnych, ogromne zadłużenie, które spłacać będą przyszłe pokolenia, a może wyprzedaż gruntów i kamienic należących do gminy?

Prywatne ambicje kontra palące potrzeby miasta

Determinacja prezydenta w dążeniu do wbicia pierwszej łopaty na Cichej jest odczytywana jako próba ratowania politycznego wizerunku i spłacania długu wdzięczności wobec grup kibicowskich, których głosy dały mu prezydenturę. Problem w tym, że sentymenty nie budują fundamentów, a Chorzów zmaga się z wieloma krytycznymi problemami, takimi jak sypiąca się estakada czy katastrofalny stan części zasobów komunalnych. Za cenę planowanego stadionu miasto posiadając takie środki, mogłoby wybudować tysiąc nowych mieszkań komunalnych lub gruntownie odrestaurować co najmniej kilkadziesiąt zabytkowych kamienic. Wybór budowy stadionu przy jednoczesnym przyznaniu, że miasta na niego nie stać, jest skrajną nieodpowiedzialnością, która może skończyć się rozgrzebaniem placu budowy i pozostawieniem po sobie betonowej pustyni. Podobne ambicje w 2018 roku miał prezydent miasta Świętochłowice Dawid Kostempski, który za punkt honoru obrał sobie kosztowny remont stadionu na Skałce i przywrócenie żużla, przy pustej kasie miasta. Tam również rozpisano przetarg, a na stadion wjechały buldożery, które zmiotły w pył dotychczasowe trybuny. Świętochłowiczanie jednak zrozumieli, że nie da się budować niczego bez zapewnionych środków i „podziękowali” prezydentowi w wyborach, a trybuny zostały zasiane trawą. Musiało minąć dobrych kilka lat, zanim nowe władze, metodą małych kroków, bazując na własnych możliwościach zaczęły ten stadion odbudowywać. Choć do końca daleka droga, już 12 kwietnia, po 24 latach przerwy drużyna Śląska Świętochłowice znów weźmie udział w ligowych rozgrywkach.

Może być jedna trybuna, może dwie

Najbardziej niepokojąca jest nagła zmiana retoryki prezydenta, który w jednym z wywiadów dla Radia Piekary otwarcie przyznał, że Chorzów nie uniesie kosztów budowy całego kompleksu i wybuduje tyle, na ile będzie miasto stać – np. jedną trybunę, lub dwie. Strategia budowania w zależności od tego, ile pieniędzy uda się wyskrobać z budżetu lub pożyczyć / pozyskać, jest de facto przyznaniem się do braku spójnego planu finansowego. Zamiast zapowiadanego  z wielkim szumem nowoczesnego stadionu na miarę legendy Ruchu, mieszkańcy mogą otrzymać architektoniczny kadłubek, składający się z jednej trybuny i boiska treningowego, ponieważ tylko na tyle teoretycznie zabezpieczono środki. Takie podejście stawia pod znakiem zapytania sens ekonomiczny całej operacji, zwłaszcza gdy obecnie drużyna korzysta z nowoczesnego Stadionu Śląskiego, potrafiącego pomieścić dziesiątki tysięcy widzów. Dlatego też coraz głośniej wybrzmiewają pytania o racjonalność porzucania Stadionu Śląskiego na rzecz mniejszego i niekompletnego obiektu miejskiego. Średnia frekwencja na meczach Ruchu już teraz przekracza możliwości jednej czy dwóch trybun, jakie planuje wybudować prezydent, co czyni nową inwestycję niefunkcjonalną już w dniu jej rozpoczęcia. Jeśli ambicje polityczne Szymona Michałka wezmą górę nad twardą matematyką budżetową, Chorzów zamiast nowoczesnej areny zyska gigantyczny dług i kolejny generujący koszty problem. Ryzykowna gra prezydenta to nie tylko walka o poparcie wyborców, ale przede wszystkim hazard majątkiem wszystkich mieszkańców, którzy za te ambicje mogą zapłacić wysoką cenę.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *