Portal Informacyjny Gazety Wspólnie

Miasto w faktach, nie w plotkach – konkretnie o tym, co dzieje się wokół Ciebie.

KPR Ruch Chorzów musi grać w Kaliszu!

To historia, która wstrząsnęła sportowym Śląskiem. Legendarny KPR Ruch Chorzów – klub z 75-letnią tradycją i dziewięcioma tytułami mistrza Polski – został wyrzucony ze swojego domu. Zamiast jubileuszu jest walka o przetrwanie setki kilometrów od Chorzowa, rozbite rodziny i dramat zawodniczek. Czy decyzja władz miasta to efekt troski o transparentność, czy przykład politycznej arogancji, która niszczy dorobek pokoleń?

Dlaczego miasto odwróciło się od szczypiornistek legendarnego klubu?

75 lat tradycji, 9 tytułów Mistrza Polski i setki wychowanek wyrzucone z własnego domu. Krzysztof Zioło – prezes KPR Ruch Chorzów, w mocnych słowach odsłania kulisy „eksmisji” klubu z miasta i zarzuca prezydentowi hipokryzję oraz brak elementarnego szacunku do kobiet.

To miał być rok świętowania wielkiego jubileuszu. Zamiast tego jest walka o przetrwanie 300 kilometrów od domu. KPR Ruch Chorzów, jeden z najbardziej utytułowanych klubów w historii polskiej piłki ręcznej kobiet, został zmuszony do wyprowadzki z Chorzowa. Dlaczego prezydent Szymon Michałek, mieniący się wielkim kibicem Ruchu, odebrał zawodniczkom halę? Czy za decyzjami władz stoi chęć transparentności, czy zwykła polityczna zemsta i arogancja? „To ludzkie dramaty, rozbite rodziny i niszczenie dorobku pokoleń” – mówi w poruszającej rozmowie prezes klubu.

Co się stało, że w mieście, w którym od dekad bije serce kobiecego szczypiorniaka, władze zdecydowały się odebrać zawodniczkom ich dom?

To pytanie należy kierować bezpośrednio do pana Szymona Michałka. To on w maju ubiegłego roku podjął decyzję o eksmisji drużyny z hali oraz wszystkich obiektów MORiS. Mówimy o klubie, który obchodzi właśnie 75-lecie istnienia, ma na koncie 9 tytułów Mistrza Polski i zajmuje drugie miejsce w tabeli wszech czasów polskiej piłki ręcznej kobiet. Osoba, która promuje się jako wielki kibic Ruchu, wyrzuca żeńską sekcję na bruk. To hipokryzja w najczystszej postaci. 60% tej drużyny to wychowanki, dziewczyny, które na tej hali spędziły całe swoje życie. One do dziś nie mogą uwierzyć w to, co się stało.

Pojawiają się głosy, że to efekt braku transparentności finansowej klubu. Miasto twierdzi, że blokowaliście wgląd w dokumenty.

To bzdura i celowo powielany komunikat, by nas zdyskredytować. Od 20 lat działam w zarządzie i nigdy nie było zastrzeżeń do rozliczania miejskich dotacji. Składamy sprawozdania co pół roku, są one analizowane przez urzędników. Co więcej, jako klub Orlen Superligi jesteśmy pod stałym nadzorem Komisarza Ligi. Prezes Superligi, Piotr Należyty, wystosował nawet pismo do prezydenta Michałka, potwierdzając naszą pełną transparentność. Zaproponowałem radnym, by wybrali jedną osobę, która po podpisaniu klauzuli poufności otrzyma wgląd w każdą umowę, nawet te z Orlenem czy Węglokoksem. Pan Michałek nigdy nikogo nie wskazał. Woli powtarzać kłamstwa o braku dobrej woli.

Jak sztab i zawodniczki radzą sobie z tą „tułaczką”?

Sytuacja jest tragiczna. Stanęliśmy przed wyborem: likwidacja klubu lub znalezienie nowego miasta. Szukałem wszędzie – w Rudzie Śląskiej, Siemianowicach, Łaziskach. Blisko było w Świętochłowicach, które niedawno wybudowały nową halę, tam mimo zapewnień byłej dyrektor ośrodka, zadecydowała jej znajomość z Szymonem Michałkiem. Najpierw byli na tak, po dwóch tygodniach jednak nam odmówiono, prawdopodobnie po konsultacjach z prezydentem Chorzowa.  Tylko Kalisz, miasto oddalone o 300 km od domu wyciągnął do nas rękę i zapewnił warunki godne najwyższej klasy rozgrywkowej. Ale cena jest ogromna. Część kluczowych zawodniczek musiała zakończyć kariery, bo nie mogły przenieść całego życia o setki kilometrów. Rozpadł się sztab szkoleniowy. Dziś mamy do czynienia z ludzkimi dramatami – zawodniczki mieszkają w Kaliszu, a ich dzieci i mężowie tutaj, na Śląsku. To jest cena ignorancji władz miasta.

Czy odbiera Pan działania prezydenta jako formę „zemsty”?

Przez 20 lat wsparcie miasta zawsze było skromne, ale był dialog. Dziś dialogu nie ma. W 2024 roku otrzymaliśmy od miasta żenujące 200 tysięcy złotych, podczas gdy inne miasta wspierają swoje kluby kwotami rzędu 1,5 miliona. Pan Michałek przez dwa lata nie znalazł czasu, by spotkać się z zespołem, choć to jedyna drużyna z Chorzowa grająca w tamtym czasie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Nie przyszedł nawet na Wigilię, mimo osobistego zaproszenia i obietnicy, że się pojawi. Myślę, że hasło wyborcze „Mój Chorzów jest…” wyjaśnia wszystko. Pan prezydent uważa, że miasto jest jego własnością, a jeśli coś nie idzie po jego myśli, to ma przestać istnieć.

Decyzje polityczne przekładają się na wyniki sportowe?

W stu procentach. Odebrano nam dom, naszą „twierdzę” na MORiS-ie, gdzie każdy bał się przyjeżdżać. Gramy mecze praktycznie tylko na wyjeździe, bez naszych kibiców, osłabieni brakiem kluczowych zawodniczek. To, co budowano przez 20 lat – system wiodących dyscyplin w Chorzowie – legło w gruzach. Piłkarze są na drugim poziomie rozgrywkowym, futsal szoruje o dno tabeli, a piłki ręcznej kobiet w Chorzowie już po prostu nie ma. Może się zdarzyć, że pierwszy raz w historii miasto nie będzie miało żadnego reprezentanta w elicie.

Mocne słowa pod adresem włodarza. Nie boi się Pan konsekwencji?

Chcę to wyraźnie podkreślić: Panie Szymonie Michałek, Chorzów nie jest Pana. Hala MORiS nie jest Pana, ani ulica Wolności, ani KPR Ruch Chorzów. Piastuje Pan zaszczytne stanowisko, ale po analizie Pana poczynań muszę stwierdzić, że nie jest Pan godzien tego urzędu. Wykorzystał Pan kibiców i dzieci z sektora rodzinnego, by osiągnąć swój cel, a teraz niszczy Pan dorobek całych pokoleń. Doprowadził Pan tę dyscyplinę do ruiny i odbudowa tego zajmie kilkanaście lat, o ile w ogóle będzie możliwa.

Puenta:

Historia KPR Ruch Chorzów to bolesna lekcja tego, jak polityka potrafi zdusić sportową pasję. Gdy ambicje urzędników stają ponad tradycją i losem ludzi, tracą nie tylko zawodniczki, ale cała społeczność lokalna. Wygnanie legendy z jej własnego domu pozostanie czarną kartą w historii miasta, której nie zmyją żadne PR-owe hasła. Klub jednak deklaruje: „Zostaliśmy poturbowani, ale żyjemy!”. Pytanie tylko, jak długo Chorzów będzie pozwalał na taką destrukcję swojego dziedzictwa?

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *