Portal Informacyjny Gazety Wspólnie

Miasto w faktach, nie w plotkach – konkretnie o tym, co dzieje się wokół Ciebie.

Chorzów szykuje się do referendum w sprawie odwołania prezydenta

Czy mieszkańcy powiedzą „dość” i złożą  podpisy, by odwołać włodarza, który doprowadził miasto do komunikacyjnego paraliżu i widma rekordowego zadłużenia?

Forsowanie budowy stadionu może nie wystarczyć, by Szymon Michałek uratował fotel prezydencki.



To nie jest zwykły spór polityczny, jakich wiele w samorządzie. To oddolna mobilizacja, która w ostatnich dniach wstrząsnęła Chorzowem i odbiła się szerokim echem w całej Metropolii. Grupa 19 mieszkańców, reprezentowana przez pełnomocnika mec. Jarosława Rejka, złożyła formalny wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Szymona Michałka. Dokumenty złożone w biurze Komisarza Wyborczego w Katowicach oficjalnie uruchomiły procedurę, która może przedwcześnie zakończyć rządy Szymona Michałka. Choć obecny włodarz zdobył ratusz na fali ogromnego entuzjazmu środowisk kibicowskich, dziś musi zmierzyć się z twardą rzeczywistością i poważnymi zarzutami o niegospodarność, ignorowanie potrzeb mieszkańców i doprowadzenie do komunikacyjnej katastrofy. Chorzów, zamiast stać się nowoczesnym miastem regionu, stał się areną walki o przetrwanie, gdzie zamknięta estakada i widmo gigantycznego długu spędzają sen z powiek nie tylko opozycji, ale przede wszystkim zwykłym podatnikom.

Referendalny zryw musi spełnić formalne kryteria. Aby doprowadzić do głosowania, inicjatorzy muszą w krótkim czasie zebrać około 8 000 podpisów. Organizatorzy, czując presję czasu, muszą działać w ściśle określonych ramach prawnych, które nie wybaczają błędów formalnych ani spóźnień. Jeśli ten etap zakończy się sukcesem, prezydent Michałek stanie przed ostateczną oceną Chorzowian. Aby referendum było wiążące, do urn musi pójść co najmniej 23000 osób, a wynik rozstrzygnie zwykła większość głosów. W mieście, w którym napięcie sięgnęło zenitu, a spory przeniosły się z sal sesyjnych na ulice i do mediów społecznościowych, frekwencja może okazać się niezagrożona.



Kalendarz walki o miasto: Terminy, których nie można przegapić



Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym, procedura jest rygorystyczna i podzielona na etapy, które muszą zamknąć się w konkretnych oknach czasowych. Po oficjalnym powiadomieniu prezydenta i komisarza wyborczego o zamiarze przeprowadzenia referendum, co miało miejsce 5 marca, inicjatorzy weszli w kluczowy, 60-dniowy okres zbierania podpisów. Oznacza to, że ostateczny termin na dostarczenie wymaganych deklaracji poparcia do Komisarza Wyborczego w Katowicach upływa na początku maja 2026 roku. Jednak inicjatorzy, chcąc uniknąć ryzyka związanego z weryfikacją podpisów, narzucili sobie szybsze tempo, by ewentualne braki uzupełnić jeszcze przed końcem marca.

Gdy podpisy trafią do biura komisarza, ten ma dokładnie 30 dni na ich rzetelną weryfikację pod kątem zgodności z rejestrem wyborców. Jeśli wniosek przejdzie sito kontrolne, komisarz wyda postanowienie o przeprowadzeniu referendum. Od tego momentu zegar zaczyna bić jeszcze szybciej – samo głosowanie musi odbyć się w dzień wolny od pracy, nie później niż w 50. dniu od daty opublikowania postanowienia w wojewódzkim dzienniku urzędowym. Realnie patrząc na te przepisy, jeśli zbiórka zakończy się sukcesem w marcu lub kwietniu, chorzowianie pójdą do urn na przełomie maja i czerwca, decydując o przyszłości swojego miasta tuż przed okresem wakacyjnym.


Estakada symbolem upadku miasta i braku jakości zarządzania



Najcięższym kamieniem u szyi obecnej administracji jest sprawa chorzowskiej estakady. Zamknięcie tego kluczowego obiektu inżynieryjnego w ciągu drogi krajowej nr 79 nie tylko sparaliżowało centrum miasta, ale wywołało wściekłość w sąsiednich Katowicach i Bytomiu. Wiceprezydenci miast sąsiednich: Bytomia i Świętochłowic już oficjalnie wyliczają milionowe straty tych miast, nie wykluczając roszczeń finansowych wobec Chorzowa.  Krytyka płynie również ze strony Marka Kopla, byłego wieloletniego prezydenta miasta, który decyzję o zamknięciu estakady nazywa merytorycznie nieuzasadnioną i opartą na wątpliwych ekspertyzach, przypominając, że obiekt przeszedł gruntowny remont zaledwie 10 lat temu. Dla wielu mieszkańców estakada stała się symbolem niekompetencji – miasto zostało przecięte na pół, a zapowiedzi wyburzenia lub naprawy zmieniają się niemal z tygodnia na tydzień, pozostawiając kierowców w gigantycznych korkach.



Stadion za pół miliarda w cieniu pustego portfela



Drugim filarem narastającego buntu jest kontrowersyjna sprawa budowy stadionu Ruchu Chorzów. Szymon Michałek, którego droga do ratusza wiodła prosto z trybun i środowisk kibicowskich, uczynił z tej inwestycji swój polityczny fundament i główny cel kadencji. Jednak cena, jaką za te ambicje przyjdzie zapłacić całemu miastu, budzi dziś przerażenie sporej części mieszkańców. Przy obecnym zadłużeniu Chorzowa sięgającym 400 milionów złotych, forsowanie projektu wartego pół miliarda – który wraz z odsetkami może realnie kosztować nawet 800 milionów – może być postrzegane jako finansowe samobójstwo. Brutalna rzeczywistość pokazuje, że miasto dysponuje obecnie zaledwie kwotą 17 milionów złotych na rozpoczęcie prac, co przy skali inwestycji jest kroplą w morzu potrzeb. Sytuację pogarsza fakt, że Chorzów nie może liczyć na żadne wsparcie finansowe z budżetu państwa, a wygospodarowanie brakujących setek milionów z kasy miasta, w której tylko na ten rok zaplanowano 60 milionów złotych deficytu, jest po prostu niemożliwe. W efekcie atmosfera wokół stadionu gęstnieje od podejrzeń o populizm i niebezpieczne kombinacje finansowe, które mogą odbyć się kosztem realnych i ważnych potrzeb chorzowian oraz bezpieczeństwa finansowego przyszłych pokoleń.

Gabinet przyjezdnych i polityczne układy

Oleju do ognia dolewają kwestie personalne, które dla rodowitych chorzowian są nie do zaakceptowania. Mieszkańcy już wiedzą, że najważniejsze osoby w mieście to polityczni turyści. Sam Michałek mieszka w Bobrownikach, jego zastępcy pochodzą z Katowic i Rudy Śląskiej, a intratne stanowiska w spółkach miejskich często powierza się innym, tym razem dyrektorskim lub prezesowskim turystom. Pojawiają się ostre oskarżenia o budowanie układu opartego na znajomościach i wymianie stanowisk. Mieszkańcy czują się marginalizowani we własnym mieście, widząc, jak kluczowe decyzje podejmują osoby, które po pracy opuszczają granice Chorzowa, nie doświadczając na co dzień skutków swoich decyzji i nie płacąc swoich podatków w naszym mieście. Otwarta koalicja Szymona Michałka z politykami Prawa i Sprawiedliwości spowodowała, że przedstawiciele partii Jarosława Kaczyńskiego po raz pierwszy w historii mają realny wpływ na decyzje dotyczące naszego miasta. Te na dziś i te na przyszłość. Mieszkańcy nie akceptują tego pamiętając, że Michałek zapowiadał swoją kadencję jako niezależną i bezpartyjną.

Referendum na własne życzenie czyli wyborczy bumerang prezydenta

Cała sytuacja nabiera wyjątkowo ironicznego wymiaru, gdy spojrzy się w program wyborczy, z którym Szymon Michałek szedł po prezydenturę. Można odnieść wrażenie, że obecne referendum odbywa się niemal na specjalne życzenie samego włodarza, choć z pewnością nie w takiej formie, jaką sobie wymarzył. W dziale zatytułowanym Chorzów Obywatelski, w punkcie pierwszym, widnieje bowiem czarno na białym obietnica wprowadzenia Chorzowskiego Dnia Referendalnego. Prezydent deklarował wówczas: „Należy przywrócić głos mieszkańcom Chorzowa w sprawach kształtujących nasze miasto. Dlatego raz w roku, w święto miasta odbywać się będzie ogólnomiejskie referendum, w którym mieszkańcy bezpośrednio będą decydować o najważniejszych sprawach Chorzowa”. Skoro obiecanego święta bezpośredniej demokracji zabrakło w 2025 roku, teraz inicjatywa powraca z podwójną siłą. Mieszkańcy postanowili sami wyegzekwować ten punkt programu, uznając, że najważniejszą sprawą Chorzowa, o której muszą zdecydować, jest właśnie to, czy Szymon Michałek powinien nadal sprawować swoją funkcję.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *