Przeglądając stare pocztówki czy fotografie sprzed kilkunastu, a nawet kilku lat, trudno oprzeć się wrażeniu, że patrzymy na zupełnie inne miasto. Na kadrach sprzed dekad ulica Wolności, słynna „ Wołka” jawi się jako tętniące serce Chorzowa. Dziś oglądamy te miejsca przez pryzmat brudnych szyb, za którymi kartki z napisem „DO WYNAJĘCIA” stały się już stałym elementem krajobrazu.

Dzisiejsza Wolności to miejsce smutku i zapomnienia. Niegdyś duma miasta, dziś świeci pustkami. Zamiast gwaru rozmów słychać szum wiatru uderzającego o opuszczone witryny. Przyczyn jest wiele: ekspansja galerii handlowych, które wyssały handel z centrum, pandemia, która dobiła tych najwierniejszych klientów, ale i zaniedbania samorządu. Przez ostatnie lata słyszeliśmy o „budzeniu Wołki”, o wielkich planach rewitalizacji i konsultacjach społecznych. Rzeczywistość? Programy takie jak „Lokal za złotówkę” czy zapowiedzi ożywienia kultury pojawiają się w momencie, gdy ulica jest już w stanie agonalnym. Przedsiębiorcy od lat wyliczają te same bolączki: brak miejsc parkingowych, wysokie czynsze i brak konkretnej wizji, która wykraczałaby poza doraźne, jednorazowe wydarzenia.
KaiserstraBe – duma Królewskiej Huty
Historia Wołki sięga połowy XIX wieku. Wytyczona w latach 1848-1856 jako *Actienchausse*, a później znana jako *KaiserstraBe* ( ulica Cesarska), od początku miała charakter reprezentacyjny. Łączyła podmiejskie kolonie ze stacją kolejową, stając się kręgosłupem dynamicznie rozwijającej się Królewskiej Huty. To tutaj wznoszono najeżone detalami kamienice bogatych mieszczan, a w 1875 roku stanęła monumentalna synagoga. Nazwiska takie jak prezydent Marek Kapel, za którego kadencji w latach 90. ulica przeszła gruntowny remont, zapisały się w pamięci mieszkańców tak mocno, że nieformalnie część deptaka określano mianem „Kopelstrasse”. Wołka była symbolem prestiżu, handlową mekką, gdzie każdy szyld coś znaczył.
Duch Lipin już krąży nad Chorzowem?
Widmo świętochłowickich Lipin unosi się nad Wolką jako przestroga. Może nie jeden do jednego, ale z uwagi na brak koniecznej atencji dla historycznego miejsca. Tamtejsza dzielnica, na skutek wieloletnich dekad zaniedbań władz, stała się enklawą ogromnych problemów, z których do dziś trudno wyjść. Choć w Lipinach proces ten był głębszy, mechanizm zapominania o „sercu miasta” jest co zasady podobny. Tam również tętniło życie handlowe, usługowe i gastronomiczne. Dziś to wszystko jest tylko na archiwalnych zdjęciach. Co ważne, inne miasta, jak Katowice (Mariacka, Dworcowa), Gliwice czy Bytom ze swoją odnowioną Dworcową, pokazały, że deptak może jednak żyć. W Bytomiu reprezentacyjna ulica jest dziś oceniana znacznie wyżej niż nasza „Wołka” i ludzie o niej nie zapomnieli. U nas czas jakby stanął w miejscu.
Obietnice a rzeczywistość
Nikt nie dal mieszkańcom tyle nadziei na zmiany, co obecny prezydent Szymon Michałek. W kampanii wyborczej has/o „Obudzimy Walkę – Obudzimy cały Chorzów” odmieniano przez wszystkie przypadki. Padały konkretne deklaracje: ,,Chorzów nie obudzi się przez wymianę kostki brukowej … Nasze miasto potrzebuje wizji i strategii”. Flagowym projektem mia/ być program „Milion dla Wolności” – fundusz na inicjatywy lokalne, który mia/ umożliwić realizację setki wydarzeń rocznie. Choć od zapowiedzi miną/ czas, a prezydent organizuje od czasu do czasu spotkania z przedsiębiorcami, realnych efektów w postaci „tętniącej życiem ulicy” wciąż brak. Zamiast zapowiadanej rewolucji, mamy serię konsultacji, z których wynika głównie długa lista bolączek: brak parkingu, wysokie czynsze, brak widocznej wizji rozwoju i poczucie, że ulica wciąż śpi głębokim snem. Stu imprez nie ma. Miliona też nie.
Tramwajowy paradoks prezydenta
Kolejnym punktem, który Szymon Michałek podnosi/ przed przejęciem władzy, by/a kwestia transportu szynowego. Prezydent ubolewa/ wówczas nad faktem, że przez środek reprezentacyjnego deptaka wciąż jeździ tramwaj, sugerując, że nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, by „uwolnić” ulicę od tego ciężaru. Tymczasem po 2 latach od objęcia urzędu, tramwaj na Wolce nie tylko nie znikną/, ale wręcz zyska/ na znaczeniu. W obliczu kryzysu z estakadą, to właśnie linia tramwajowa stała się jedną z kluczowych dróg ratunkowych dla komunikacji w centrum. Zamiast „uwolnienia” od szyn, mieszkańcy widzą rzeczywistość, w której tramwaje na Wolności są niezbędne, by ratować resztki drożności Chorzowa.
Socjal Media Dokumentacja Upadku
To, co dla mieszkańców jest powodem do wstydu, dla twórców internetowych stało się niestety wdzięcznym tematem. Filmowanie opuszczonych lokali i zaglądanie przez brudne szyby do wnętrz to jeden z częstych motywów nagrań w mediach społecznościowych. Tego typu smutne materiały, dokumentujące wymarłe witryny i pustki na deptaku, można bez problemu znaleźć również na YouTube, gdzie autorzy pokazują upadek dawnej świetności ulicy ku przestrodze innych miast.
Zamknięte klamki i martwa droga
Podsumowując te refleksje przypomnijmy jeden ze spotów wyborczych Szymona Micha/ka z marca 2024 roku. Kandydat na prezydenta szedł w nim opustoszałą ulicą Wolności, szarpiąc za klamki pozamykanych lokali. ,,Stagnacja”, ,,Nienawidzę bierności władzy” – mówi/ do kamery, obiecując koniec marazmu. Dziś, gdy minęły niemal dwa lata od tamtych deklaracji, klamki na Wolce wciąż stawiają opór, a wiele z nich pokryła jeszcze grubsza warstwa kurzu. Zwiększy/a się także ich ilość. W opinii wielu mieszkańców nie tylko nic się nie zmieniło, ale jest wręcz gorzej. Ostatecznym gwoździem do trumny Wołki okazała się kwestia komunikacyjna. Zamknięta estakada odcięła centrum od naturalnego dopływu ludzi. Ruch tranzytowy, który kiedyś zahacza/ o Chorzów, dziś omija go szerokim lukiem. Ludzie spoza miasta po prostu przestali do nas przyjeżdżać, bo dojazd stal się udręką, a centrum komunikacyjną pułapką. Bez drożnego serca, bez zrealizowanych obietnic „miliona na kulturę” i bez realnych zmian, Wołka powoli zasypia. Czy kiedykolwiek jeszcze usłyszymy tu radosny gwar miasta?













Leave a Reply